1. Skip to navigation
  2. Skip to content
  3. Skip to sidebar



Z wirusem do pracy

Z nosa cieknie, gardło pali a gorączka nie pozwala się skoncentrować. Co robić, kiedy łapie grypa lub przeziębienie? Iść do lekarza i leżeć łóżku. Okazuje się jednak, że większość osób mimo wszystko chodzi do pracy.

Jak pokazują badania przeprowadzone przez amerykański portal careerbuilder.com, ponad 72% chorych na grypę zamiast do lekarza przychodzi do pracy. Ponad połowa ankietowanych przyznaje, że nie idzie na zwolnienie lekarskie z poczucia winy. Jak wygląda sytuacja w Polsce? Dokładnych danych statystycznych brak. Jednak można się domyślać, że jest znacznie gorzej niż w innych krajach Unii Europejskiej. Z sondy przeprowadzonej w 2009 roku przez wp.pl wynika, że tylko 11% ankietowanych nigdy nie przyszło z grypą do pracy. Większość osób pracuje, mimo iż powinny leżeć w łóżku. Dlaczego?
Mniej w portfelu


- Z własnych doświadczeń powiem, że wielu moich znajomych z firmy przychodzi do pracy w czasie choroby ze względu na pieniądze. W czasie chorobowego zarabiają sporo mniej i to wystarczy, żeby czuli się zmuszeni iść z grypą do roboty – relacjonuje Meyra.


Mniejsze zarobki to jeden z głównych powodów przychodzenia do pracy z grypą i przeziębieniem. Według Kodeksu pracy, osoba będąca na zwolnieniu lekarskim otrzymuje 80% podstawowego wynagrodzenia. W dodatku, do płacy w czasie choroby nie są wliczane premie i prowizje.


– Chory powinien się leczyć w domu, ale gdy ma do stracenia np. „premię motywacyjną” w wysokości 400zł oraz o 20% niższą dniówkę, to łatwo przeliczyć, że nie opłaci mu się nie iść do pracy – ocenia Krzysztof. – W mojej firmie pensja zasadnicza jest niewielka, a jej uzupełnieniem są wszelakie premie, których będąc na L4 się nie dostaje. Tak więc żeby chorować, musiałbym najpierw odłożyć trochę kasy, bo bez sensu byłoby leżeć w łóżku bez leków, zastanawiając się, czy jest co do garnka wrzucić – uważa Igor.


Wszechwidzące oko szefa


Ale nie tylko o pieniądze tu chodzi. Wiele osób boi się, że pójście na chorobowe wpłynie na jego wizerunek w firmie. Mimo że chory jest źródłem potencjalnego zarażenia dla innych, w wielu przedsiębiorstwach panuje niepisana zasada, że do pracy chodzić trzeba mimo wszelkich przeciwności. – Mój szef odgrywa się na każdym, kto pójdzie na wolne. Jego zdaniem muszę pracować i koniec – nie ważne, czy czuję się źle. Nie rozumie, jak jego pracownicy mogą chorować – przecież każdy ma swoje obowiązki, którym musi sprostać, bo on za nikogo pracować nie będzie – żali się Boogiee.


Na podejście do kwestii L4 wpływa wysokie bezrobocie i niepewna sytuacja gospodarcza w kraju. Pracownicy za wszelką cenę chcą pokazać, że nie są symulantami i że zależy im na pracy, bo na ich miejsce czeka wielu chętnych. I nie są to obawy bezpodstawne, gdyż wielu pracodawców w sposób jednoznaczny sugeruje, że chorobowe jest niemile widziane. – Nawet gdy jest zaświadczenie lekarskie to pojawiają się od pracodawcy słowa, że albo pracujesz albo całkowicie pójdziesz na zwolnienie bezpowrotne – relacjonuje forumowiczka.


Kto będzie pracował, kiedy mnie nie będzie?


W wielu firmach kompetencje pracowników nie pokrywają się. Tym samym choroba jednego wiąże się z niewykonaniem pewnych obowiązków, bo nie zawsze w pracy znajdzie się zastępstwo. – Kiedy ja pójdę na chorobowe, to nie ma kto zrobić wypłat pracownikom, więc albo siedzę za biurkiem i kicham, albo biorę papiery do domu – stwierdza Meyra.


Jeszcze inaczej sprawa ma się w przypadku osób, które są odpowiedzialne za wielomilionowe projekty czy przedsięwzięcia. Kierownika w supermarkecie łatwo jest zastąpić, kierownika budowy trochę trudniej, ale kiedy prezes jest chory na grypę, to naprawdę pojawia się problem. – Każdy boi się, że zastępca nie dopełni obowiązków lub źle wypełni powierzone mu zadania, a potem wszystko się nawarstwi i trzeba się będzie martwić, naprawiać, przyspieszać, nie spać po nocach i świecić oczami za cudze błędy. Poza tym mamy czasy, jakie mamy i ludzie zwyczajnie się boją, że ich ktoś wygryzie – dodaje.


Do lekarz idź


Kiedy pracodawca nie robi większego problemu, a wizja uszczuplonej pensji nie napawa przerażeniem, pojawia się problem z opieką zdrowotną. – Nie ma szansy dostać się do lekarza. Dzwonię do rejestracji we wtorek rano i słyszę, że do pani doktor na ten tydzień już nie ma wolnych miejsc. No przecież L4 jest niezbędne, więc umierasz czy nie, idziesz do pracy – ocenia Pracująca. Jeśli uda się zarejestrować do lekarza, może pojawić się kolejny problem – brak dowodu ubezpieczenia. W styczniu 2010 roku przestały obowiązywać pracownicze książeczki zdrowia.


Obecnie dokumentem, bez którego lekarz nie wystawi L4, jest zaświadczenie ZUS ZUA + RMUA z ostatniego miesiąca. A wielu pracodawców zapomina wydawać je pracownikom terminowo. W efekcie chory, musi jechać do zakładu pracy po dowód ubezpieczenia, a następnie do lekarza. Czasem zdarza się, że od lekarza wraca do przedsiębiorstwa bo trzeba dostarczyć zwolnienie. Mimo, iż na złożenie dokumentu pracownik ma 7 dni od daty jego wystawienia, nieraz robi to od razu. Zwłaszcza, jeśli zbliża się koniec miesiąca, a kadrowa nie wypłaci należności z powodu braku dokumentów.


Co nam pozostaje? Profilaktycznie łykać witaminy i tran. Zdrowo się odżywiać i unikać kontaktu z mikrobami. Bo lepiej zapobiegać, niż leczyć.


Redakcja Controlfind.pl

 

 

Chcesz rozwijać swoją karierę? Zostaw swoje CV i daj się znaleźć pracodawcy!

Podobne artykuły

Komentarze



Nasi Partnerzy:

  • jak napisać cv
  • kariera
  • list motywacyjny wzór
  • praca ogłoszenia
  • program do rekrutacji
  • rozmowa kwalifikacyjna
  • rozwój zawodowy
  • system do rekrutacji
  • system hrm
  • szukam pracy
  • Yourpoland.pl - Polskie Obywatelstwo, Polski Paszport
  • Portal mojebezrobocie.pl
  • Festiwal kawy
  • oferta pracy
  • praca oferty
  • e-rekrutacja

controlfind.pl - skuteczny system do rekrutacji

Rynek Główny 6 | 31-042 Kraków

e-mail: biuro@controlfind.pl | tel. 012 397 04 05

Dotacje na innowacje – Inwestujemy w waszą przyszłość